Strony

wtorek, 24 lutego 2015

Pod płonącym niebem - Elizabeth Haran



Tytuł oryginału:  Im Tal der flammenden Sonne   
Wydawnictwo: Akurat    
Data wydania: lipiec 2014   
Liczba stron: 624   
Oprawa: broszurowa ze skrzydełkami   
ISBN: 978-83-7758-764-5





Elizabeth Haran jest autorką dwunastu powieści obyczajowych, których akcja została osadzona w egzotycznych australijskich plenerach. Jej książki cieszą się wielką popularnością w Niemczech, Hiszpanii, Czechach i Rosji, a także od niedawna w Polsce. Do tej pory w naszym kraju ukazały się dwie powieści autorki Szept wiatru i Pod płonącym niebem, a trzecia ma się pojawić, jeśli się nie mylę, jeszcze w tym roku.

Główna bohaterka książki, Arabella Fitzherber, jest rozkapryszoną dziewiętnastolatką, która przyzwyczaiła się do otaczającego ją luksusu i przybiegających na każde zawołanie służących. Dziewczyna nie posiada konkretnego celu życia - w zasadzie nie ma żadnych planów i marzeń, a jedynym jej zmartwieniem jest słaby stan zdrowia. To właśnie niedająca się uleczyć choroba zmusza rodziców Arabelli do podjęcia decyzji o zmianie otoczenia będącej ich oczkiem w głowie córki. Państwo Fitzherber zamieniają mglistą i deszczową Anglię na skąpaną w prażącym słońcu Australię. W trakcie jednego z niezaplanowanych postojów dziewczyna bezmyślnie opuszcza wagon kolejowy i doznaje skręcenia kostki. Jakież zdziwienie maluje się na jej twarzy gdy pociąg odjeżdża pozostawiając ją samą w sercu australijskiej pustyni. Dziewczyna cudem uchodzi z życiem i trafia do niewielkiego miasteczka, w którym dowiaduje się, że linia kolejowa została uszkodzona. Aby przeżyć będzie musiała przyjąć miejscowe zwyczaje i podporządkować się obowiązującym regułom współżycia.

Sięgając po tę książkę zasugerowałam się pozytywnymi opiniami czytelniczek, a także intrygującym opisem znajdującym się na okładce. Z przykrością muszę stwierdzić, że spotkało mnie wielkie rozczarowanie i do tej pory nie wiem skąd tak wiele pochlebnych słów na temat tej książki. Wykreowana przez autorkę historia miała spory potencjał, który niestety nie został wykorzystany. Bohaterowie tej powieści są mdli i do bólu nieprawdziwi. Owszem mają swoje wady i problemy, ale autorka tak pokierowała ich losami, że wszystkie ich słabości i rozterki zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jedynie Aborygenka Rita, wśród wielu przewijających się na kartach powieści bohaterów, okazała się postacią wiarygodną i posiadającą charakterek. Sama Arabella to postać niezwykle irytująca, momentami infantylna i niezbyt świadoma otaczającej ją rzeczywistości. Także bohaterowie poboczni są mało wyraziści, wręcz zlewają się w jedną masę - trudno odróżnić Les’a od Ted’a, Lily od Missy, czy Paddy’ego od Faiz’a.

Marne i pozbawione emocji są też dialogi. Zdaję sobie sprawę, że grupą docelową tego typu powieści są kobiety, ale przecież panie też lubią przeczytać coś inteligentnego, coś do daje do myślenia i pobudza wyobraźnię. W książce Elizabeth Haran wszystko zostało podane jak na tacy. A na koniec autorka zafundowała swoim czytelniczkom ociekające lukrem zakończenie - wszystko i dla wszystkich dobrze się skończyło i nawet złe charaktery postanowiły zmienić swoje życie, by stać się dobrymi ludźmi. Czytając książkę nie mogłam odeprzeć od siebie wrażenia sztuczności.

Nie mogę jednak powiedzieć, żeby wszystko, co zostało przez autorkę stworzone mi się nie spodobało. Doceniam ją za ukazanie niewielkiej społeczności w głębi australijskiego buszu, która aby przetrwać musi się wzajemnie wspierać. Tutaj niemal każdy służy pomocą, a miejscem wspólnych spotkań jest prowadzony przez Maggy i Tony’ego hotel. W zależności od tego czego potrzebujesz - wody, ubrań, wielbłąda czy tropiciela - wiesz do kogo się zwrócić, a ten z pewnością nie odmówi ci pomocy, nawet jeśli sam jest w tym momencie zajęty swoimi sprawami. To piękne. Żaden z mieszkańców nie może sobie pozwolić na rozrzutny tryb życia. W sercu australijskiej pustyni cenna jest przede wszystkim woda, ale także pasza dla zwierząt, mąka czy paliwo. Wielkim szacunkiem obdarzone są zwierzęta, szczególnie wielbłądy pomagające w przemierzaniu pustyni i zaopatrywaniu miejscowości w niezbędne artykuły. Uszkodzenie linii kolejowej i związane z nim trudy jeszcze bardziej zbliżają do siebie mieszkańców miasteczka. Autorka na przykładzie Marree pokazuje też różnice kulturowe wśród mieszkańców będących Europejczykami, Afgańczykami i Aborygenami.

Z jednej strony nie spodziewałam się cudów, z drugiej liczyłam na ciekawą historię, której niestety nie otrzymałam. Zamiast tego musiałam się zmierzyć z 620 stronami, na których w większości wiało nudą. Nawet wątek romantyczny był poprowadzony sztucznie, bez jakichkolwiek emocji. Jedynym, co tak naprawdę mnie zainteresowało było obserwowanie życia ludzi mieszkających w buszu, w centrum australijskiego lądu.

Nie chciałabym całkowicie zniechęcać, bo może akurat dla kogoś będzie to książka, której właśnie szuka - lekka i niezobowiązująca, pozwalająca oderwać się od szarej codzienności. Dla mnie niestety taką nie była. Lekkim przerażeniem napawa mnie myśl przed zmierzeniem się z Szeptem wiatru, który wzięłam z biblioteki w komplecie z Pod płonącym niebem. Mam nadzieję, że mimo wszystko będzie lepiej.

 
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
52 książki 2015
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (4,0 cm)
Z literą w tle (H)

 

16 komentarzy:

  1. Myślę, że się jednak jeszcze zastanowię, póki co mam mam chyba ważniejsze książki na liście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tak, ta z pewnością może poczekać ;)

      Usuń
  2. Czasami właśnie taka książka jest potrzebna by odpocząć po lekturach cięższego kalibru....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony masz rację, ale z drugiej takie książki potrafią czasem trochę zmęczyć... :)

      Usuń
  3. Mam tę książkę i cały czas czekam na odpowiednią chwilę, aż mi przyjdzie na nią ochota. Oby nie była dla mnie taka nudna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Tobie spodoba się bardziej :)

      Usuń
  4. Książka mi si nawet podobała, lubię powieści z akcją w Australii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkąd sięgnęłam po "Wzgórze Dzikich Kwiatów" coraz częściej rozglądam się za powieściami z akcją umiejscowioną w Australii :) Tak było i tym razem, ale książka niestety nie spełniła moich oczekiwań :) Twoja recenzja była jedną z kilku, które zachęciły mnie do zapoznania się z prozą E.Haran :) Oby tylko z "Szeptem wiatru" było lepiej :P

      Usuń
  5. Szkoda. :(
    Fabuła wydawała się ciekawa. Chętnie bym się przeniosła na chwilę do Australii, choćby i za sprawą książki, ale nie wiem czy akurat tej. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sugeruję rozglądnąć się za czymś innym :P

      Usuń
  6. Twoja recenzja jest chyba pierwszą, na którą trafia, a która wytyka tyle błędów autorce ;) Daje to do myślenia. Mam "Szept wiatru" ale jeszcze okazji nie miałam przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałam co czułam, ale nie jest powiedziane, że Tobie książka się nie spodoba :) Swoją drogą naprawdę zastanawiam się skąd tak wiele pozytywnych recenzji tej książki... "Szept wiatru" czeka w kolejce i tak jak pisałam wyżej obawiam się nieco jego lektury... Mam nadzieję, że będzie lepiej :)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Jeśli szukasz podobnych klimatów polecam książki Kimberley Freeman, która też pisze o Australii :)

      Usuń
  8. literackie rozczarowania bolą najbardziej, gdy ma się okrojoną ilość czasu. stąd w tym miesiącu czytam tylko pewniki, na eksperymenty przyjdzie pora na urlopie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno się z Tobą nie zgodzić:) Zanim sięgnęłam po tę książkę nie spotkałam się z żadną jej negatywną recenzją, więc nie był to tak do końca eksperyment :P

      Usuń

Dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze:)
Zapraszam do dyskusji:)