Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 20 książek na jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 20 książek na jesień. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 października 2016

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął - Jonas Jonasson

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął to książka, która chodziła za mną od dawna. Zachęcały mnie do niej kolejne opinie mówiące o sporej dawce humoru zawartej między jej stronami. Powieść szwedzkiego pisarza zabrałam na tegoroczny urlop, gdyż liczyłam na lekką i przyjemną lekturę. Okazuje się, że było to bardzo dobre posunięcie.

Allan Karlsson od kilku lat przebywa w domu spokojnej starości. Jak na osobę, która niebawem będzie miała okazję zdmuchnąć aż sto świeczek na swoim urodzinowym torcie, mężczyzna ma się całkiem dobrze. Co prawda dokuczają mu te, czy inne dolegliwości wieku starczego, ale nie przeszkadza mu to zupełnie w przekomarzaniu się z personelem zakładu, zwłaszcza ze srogą siostrą Alice. W dniu swoich setnych urodzin Allan postanawia zakpić z mających się pojawić na jego przyjęciu gości. Stulatek wyskakuje przez okno i wyrusza w ostatnią w swoim życiu podróż.

Czując na plecach oddech siostry Alice, Allan dociera na miejscowy dworzec. W oczekiwaniu na przyjazd wybranego autobusu mężczyzna zostaje poproszony o dopilnowanie walizki jednego z podróżnych. Kilka minut później, w myśl zasady "raz się żyje", stulatek wsiada ze wspomnianym bagażem do autobusu. Niebawem okazuje się, że walizka zawiera niezwykle cenną przesyłkę, a jej właściciel rusza w pogoń za Allanem. Tymczasem główny bohater powieści wysiada na przypadkowo wybranym przystanku, gdzie poznaje Juliusa, miejscowego oszusta, zbyt często zaglądającego do kieliszka. Mężczyźni szybko znajdują wspólny język i wyruszają w dalszą podróż. Po piętach depczą im zarówno poszukująca Karlssona policja, jak również właściciel nieszczęsnej walizki.

poniedziałek, 23 maja 2016

Jeden dzień - David Nicholls

Jeden dzień to książka, która zachwyciła tłumy czytelników na całym świecie. Sięgając po tego typu pozycje zawsze jestem pełna obaw, czy i mnie przypadnie ona do gustu, czy wręcz przeciwnie spotka mnie spore rozczarowanie. Na szczęście w tym przypadku o żadnym rozczarowaniu nie było mowy. Lektura książki okazała się dla mnie prawdziwą przyjemnością. Żałuję tylko, że w trakcie czytania byłam zmuszona robić sobie dłuższe przerwy, przez co nie mogłam w pełni skupić się na lekturze.

Emma i Dexter właśnie skończyli studia. Ostatnią noc przed powrotem do domów spędzają na rozmowie o planach na przyszłość. Ona jest zakompleksioną idealistką i uczestniczką marszów politycznych, dziewczyną z prowincji nie mającą konkretnych oczekiwań od życia. On z kolei zdążył zaliczyć większość interesujących dziewczyn na uczelni, planuje podróżować i brać od życia garściami. Przepustką do lepszego życia ma być dla niego dobre pochodzenie. Czy tak skrajnie niepodobne do siebie osoby może połączyć przyjaźń? Okazuje się, że tak.

Jeden dzień to książka, która w pierwszej kolejności zachwyca czytelnika swoją formą. Autor z powodzeniem kreśli losy Emmy i Dextera na przestrzeni dwudziestu lat. Zawsze 15 lipca, w rocznicę zakończenia studiów, przedstawia obecną sytuację przyjaciół. Śledzi ich kariery, kolejne znajomości i związki, wraz z nimi przeżywa chwile radości i smutku. David Nicholls solidnie skomplikował relację łączącą Emmę i Dextera, którzy z każdym kolejnym rokiem na zmianę zbliża się do siebie i oddalają, nie mogąc podjąć ostatecznej decyzji co do ich wspólnej przyszłości. Zazwyczaj razem celebrują ten jeden szczególny dla nich dzień, po czym znowu rzucają się w wir dotychczasowych obowiązków. To trochę taka zabawa w kotka i myszkę, ale miło było ją śledzić z perspektywy czytelnika.

środa, 11 maja 2016

Prawie jak gwiazda rocka - Matthew Quick

Matthew Quick to jeden z tych autorów, po których książki sięgam w ciemno. Jego twórczość kierowana jest przede wszystkim do nastoletnich odbiorców, jednak również dorosły czytelnik odnajdzie w niej interesujące treści. W jego książkach najbardziej cenię lekki styl, który sprawia, że kolejne powieści pochłania się w ekspresowym tempie oraz ciekawie wykreowanych nastoletnich bohaterów. Mają oni zazwyczaj solidnie skomplikowaną sytuację życiową, co nie przeszkadza im jednak w byciu sympatycznymi młodymi ludźmi, których po prostu nie da się nie lubić.

Amber Appleton jest właśnie jedną z takich bohaterek. Na pierwszy rzut oka jej życie pozbawione jest perspektyw. Siedemnastolatka nie zna swojego biologicznego ojca. Mieszka z matką, która coraz częściej zagląda do kieliszka i wdaje się w kolejne nieudane romanse. Za ich tymczasowe mieszkanie służy autobus szkolny. Dla Amber nie są to jednak powody, dla których warto tracić nadzieję. Nastolatka pokłada ufność w JC, czyli Jezusie Chrystusie, angażuje się w działalność na rzecz lokalnej społeczności i nie rozstaje się ze swoim psem, B3. Amber zaraża swoim optymizmem. Jest sympatyczną nastolatką, dobrą koleżanką i partnerką do rozmów. Jest prawie jak gwiazda rocka.

Po raz kolejny autorowi udało się stworzyć niezwykłą historię, która wciąga czytelnika od pierwszych stron. Postać Amber  została rewelacyjnie wykreowana. Dziewczyna jest kolejną daleką od stereotypów nastolatką, które w twórczości Quicka tak bardzo lubię. Jej pozytywne myślenie udziela się nie tylko osobom z jej otoczenia, ale również sięgającym po powieść czytelnikom. Mogło by się wydawać, że Amber jest postacią idealną. Nic bardziej mylnego. Trudna sytuacja, która niespodziewanie dotyka dziewczynę dowodzi, że nawet najbardziej optymistycznie nastawioną do życia osobę dopadają chwile smutku i zwątpienia. Z pewnymi zdarzeniami trudno się pogodzić, trudno je w racjonalny sposób wytłumaczyć. Najważniejsze jednak by mieć przy sobie bliskich i znajomych, którzy potrafią podnieść na duchu, nie tylko słowem pocieszenia, ale również samą obecnością. 

czwartek, 21 stycznia 2016

Kaznodzieja - Camilla Läckberg

Dla wielu czytelników nazwisko Camilli Läckberg jest gwarancją udanej lektury. Jej cykl o Fjällbace, malowniczo położonej miejscowości turystycznej na zachodnim wybrzeżu Szwecji, cieszy się niesłabnącą popularnością. Kaznodzieja to druga część serii, której głównymi bohaterami są Erika Falck i Patrik Hedström.

W położonym w okolicach Fjällbacki Wąwozie Królewskim zostają znalezione zwłoki młodej kobiety. Ich stan wskazuje, że ofiara przed śmiercią była brutalnie torturowana. Co więcej, zgromadzeni na miejscu funkcjonariusze policji odnajdują szczątki dwóch innych ofiar. Czy należą one do zaginionych przed laty dziewcząt, których ciał nigdy nie odnaleziono? Obrażenia wskazują, że zbrodni dokonała ta sama osoba. Śledczy zadają sobie pytanie, co skłoniło mordercę do ponownego zabijania? W niedługim czasie zostaje zgłoszone zaginięcie kolejnej dziewczyny... Rozpoczyna się walka z czasem, mająca na celu wyrwanie nastolatki z rąk torturującego swoje ofiary zabójcy.  

Upalne lato wyraźnie daje się we znaki spodziewającej się dziecka Erice. Kobieta coraz trudniej znosi ciążowe dolegliwości. Trudnej sytuacji kobiety nie rozumieją odwiedzający ją licznie krewni, którzy pod jej dachem szukają darmowego noclegu. Pozbawioną sił partnerką opiekuje się Patrik. Niestety mężczyzna zmuszony jest niespodziewanie przerwać urlop i zająć się poszukiwaniem mordercy. Cała sprawa wpływa niekorzystnie na opinię o Fjällbace. Turyści zaczynają szerokim łukiem omijać popularną do tej pory i słynącą ze spokojnej atmosfery miejscowość wypoczynkową. 

Druga część serii zrobiła na mnie zdecydowanie lepsze wrażenie niż pierwsza. Przede wszystkim tempo akcji zostało utrzymane na właściwym dla powieści kryminalnej poziomie, czego zabrakło mi w trakcie lektury Księżniczki z lodu. Autorka tym razem więcej uwagi poświęciła wykreowaniu ciekawej dla czytelnika zagadki kryminalnej, co pozytywnie wpłynęło na wrażenia podczas czytania. Wątek obyczajowy, choć obecny, został według mnie dość mocno zredukowany. Autorka nakreśliła oczywiście najważniejsze wydarzenia z życia wykreowanych przez nią postaci, jednak zrobiła to z większym wyczuciem i zachowaniem proporcji. Dzięki temu czytelnik w trakcie lektury więcej uwagi poświęca rozmyślaniom nad rozwiązaniem zagadki zabójstwa.

wtorek, 10 listopada 2015

Jane Eyre. Autobiografia - Charlotte Brontë

Są takie chwile, kiedy naprawdę mocno żałuję, że po pewne książki nie sięgnęłam wcześniej, że nie dałam się skusić pozytywnym słowom na ich temat, że bezsensownie odkładałam ich lekturę na bliżej nieokreślone później. Jedną z takich pozycji jest najsłynniejsza powieść Charlotte Brontë opowiadająca losy Jane Eyre, którą w swoich czytelniczych planach miałam od dawna. Moją decyzję o zaznajomieniu się z książką przyspieszyło udane spotkanie z Wichrowymi Wzgórzami autorstwa Emily Jane Brontë, którą miałam okazję czytać przed kilkoma miesiącami.

Osierocona w wieku kilku lat Jane trafia pod opiekę wuja. Po jego śmierci dziewczynka wychowywana jest przez jego żonę, Sarę Reed. Kobieta nie żywi pozytywnych uczuć względem Jane, wręcz przeciwnie traktuje ją jak dodatkowy ciężar, kolejną gębę do wyżywienia, poniżająć ją przy każdej sposobności w obecności domowników. Gdy pojawia się okazja, bez chwili wahania pozbywa się dziewczynki wysyłając ją do słynącej z zaostrzonego rygoru szkoły Lowood. Pracowita i obdarzona silnym charaketerem dziewczynka zdobywa niezbędne wykształcenie, sama zostając nauczycielką. Po dwóch latach nauczania postanawia opuścić mury szkoły i podjąć pracę w charakterze guwernantki. Na jej ogłoszenie odpowiada mieszkająca w posiadłości Thornfield pani Fairfax.

Jane trafia do miejsca, które początkowo wydaje jej się miejscem ponurym i nieciekawym, jednak wraz z upływem czasu przekonuje się o jego niezwykłym charakterze. W Thornfield dziewczyna zjednuje sobie sympatię zarówno dość surowej w obejściu pani Fairfax, jak i będącej na utrzymaniu pana domu dziewczynki, Adelki. Również pomiędzy Jane i przybyłym z podróży panem Rochesterem wywiązuje się wzajemna nić porozumienia. Niespodziewanie posępna z pozoru posiadłość zapewnia Jane bezpieczną przystań, której ta poszukiwała od lat. Niestety nie na długo, gdyż okrutny los przygotował dla Jane kolejne trudne doświadczenia.

czwartek, 5 listopada 2015

Listy - John Ronald Reul Tolkien

Mam wrażenie, że Tolkien to taka postać w świecie literatury oraz kultury w ogóle, która znana jest naprawdę wszystkim. Bez wyjątku. Można nie czytać jego książek, można nawet nie oglądać głośnych, obsypanych licznymi nagrodami ekranizacji na ich podstawie, ale istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, by nie spotkać się z takimi określeniami jak hobbit czy Śródziemie oraz postaciami Froda, Bilba i Gandalfa, które nierozerwalnie łączą się z ich twórcą.  

Tolkien intryguje od lat. Na temat jego życia i twórczości powstały liczne opracowania, które wraz z upływem czasu cieszą się niesłabnącą popularnością, z roku na rok zakładane są kolejne grupy zrzeszające wiernych fanów pisarza, powstają nowe prace akademickie odnoszące się do jego dzieł, zarówno tych najbardziej znanych, jak i nieco mniej rozpowszechnionych. Sam autor z kolei, jeszcze za życia, żartował z osób, które czyniły przedmiotem swoich badań jego twórczość, którą w swojej skromności uważał za niegodną zbytniej uwagi.

Lektura biografii Tolkiena autorstwa Humphreya Carpentera (link poniżej) dostarczyła mi wielu cennych informacji na temat życia oraz twórczości pisarza. Chociaż uznałam ją za pozycję wartościową i wyczerpującą, nie mogłam odmówić sobie przyjemności zmierzenia się z Listami, które ze względu na formę uznałam na źródło zdecydowanie bardziej obiektywne. Listy zawarte w niniejszym zbiorze zostały wybrane i opracowane przez wspomnianego biografa, przy współpracy z synem pisarza, Christopherem Tolkienem. Publikacja zawiera 354 teksty autorstwa Tolkiena, stanowiące jego korespondencję z przyjaciółmi, członkami rodziny, wydawcami oraz oczywiście z czytelnikami, których z upływem czasu było coraz więcej. Najwcześniejszy list pochodzi z 1914 roku, zaś ostatni z nich został napisany 29 sierpnia 1973, na cztery dni przed śmiercią Tolkiena w wieku osiemdziesięciu jeden lat.

piątek, 30 października 2015

Wieża milczenia - Remigiusz Mróz

Szał na Mroza trwa w najlepsze. Potwierdziły to dobitnie tłumy wiernych czytelników w kolejkach do pisarza na Krakowskich Targach Książki. Sama rzadko podążam za czytelniczymi trendami, ale w przypadku tego autora sytuacja wygląda trochę inaczej. Jestem naprawdę bardzo ciekawa każdej wydanej książki, choć istnieje spore prawdopodobieństwo, że nigdy nie uda mi się być na bieżąco z kolejnymi pojawiającymi się w księgarniach tytułami. Po udanym spotkaniu z Parabellum nie mogłam oprzeć się chęci zmierzenia się z debiutem pisarza w postaci Wieży milczenia.

Niewielkim miasteczkiem w stanie Michigan wstrząsa informacja o śmierci młodej kobiety. Nie ma wątpliwości, że Heather padła ofiarą morderstwa, choć zabójca nie pozostawił na miejscu zbrodni żadnych śladów pomocnych w jego ujęciu. Wyjaśnieniem sprawy zajmuje się dwójka miejscowych detektywów, Evelyn Thomsen i Oscar Vilardo, a także działający na własną rękę chłopak zmarłej dziewczyny, Scott Winton. Sprawa zaczyna się coraz bardziej komplikować, gdy dochodzi do kolejnego morderstwa. Policja ma niewiele do powiedzenia, za to Scott - mężczyzna posiadający sporą wiedzę z zakresu różnych dziedzin i były wykładowca Yale, bierze sobie za punkt honoru rychłe odnalezienie zabójcy i poznanie jego motywów działania. 

Remigiusz Mróz od pierwszych stron rzuca czytelnika w wir niezwykłych wydarzeń. Z każdą kolejną stroną prowadzone równolegle przez funkcjonariuszy policji oraz Scotta śledztwo wydaje się coraz bardziej skomplikowane, wręcz niemożliwe do rozwiązania. Do pewnego momentu książkę czytałam z zapartym tchem, nie mogąc doczekać się rozwiązania stworzonej przez autora zagadki. Niestety, po pewnym czasie napięcie wyraźnie spadło, a wraz z nim moje zainteresowanie postępami w śledztwie. Spora liczba osób zaangażowanych w poszukiwanie zabójcy, a także nadanie morderstwom ogólnokrajowego rozgłosu były dla mnie zwyczajnie nienaturalne. Odniosłam wrażenie, że autor podjął zbyt wiele wątków, co również miało wpływ na znacznie zwolnienie tempa akcji. Nie przekonali mnie do siebie również wykreowani przez autora bohaterowie. Odrobinę sympatii w moich oczach zyskał jedynie Scott. Spodobała mi się przyjęta przez niego w pierwszej części książki  postawa wszystkowiedzącego i przemądrzałego wykładowcy, jednak wraz z rozwojem akcji postać ta była w moim odczuciu coraz mniej wyrazista.

środa, 14 października 2015

Afryka trek. Od Przylądka Dobrej Nadziei do Kilimandżaro - Poussin Sonia/Poussin Alexandre


Tytuł oryginału: Africa Trek 1. 14000 kilometres dans les pas de l'homme   
Wydawnictwo: Zysk i S-ka        
Data wydania: lipiec 2011            
Liczba stron: 496          
Format: 145 x 205 mm         
Oprawa: broszurowa ze skrzydełkami         
ISBN: 978-83-7506-455-1





Współczesne media niemal każdego dnia informują nas o niezwykłych wyczynach, będących udziałem ludzi oddanych swojej pasji. Jeszcze kilka miesięcy temu nasze oczy zwrócone były w kierunku skaczącego z ponad 38 tysięcy metrów Felixa Baumgartera. Nie wszystkie próby pokonania własnych ograniczeń cieszą się jednak tak dużą popularnością i zainteresowaniem mediów. Ostatnio zaskoczył mnie na przykład pan Aleksander Doba, który kajakiem przepłynął Atlantyk. Trasa liczyła 4500 mil morskich i wiodła od portu w Lizbonie do Canaveral na Florydzie. Niesamowite przedsięwzięcie. Dlaczego o tym wspominam? A no dlatego, że autorzy recenzowanej dzisiaj publikacji, Sonia i Alexandre Poussin, swoim wyczynem idealnie pasują do wspomnianych wyżej postaci.